Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peryfery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peryfery. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2016

odwiedziny

jesienią zanikają dni
stare dzieci
przyjeżdżają i odjeżdżają
błyszczą im oczy
pekaesów


piątek, 8 sierpnia 2014

o władzy w nogach

piątek, cztery lata na wsi.
(jak sądzę
czas już
by świadomość
określała mój byt).


czwartek, 12 grudnia 2013

z pamiętnika

22 marca 2010, poniedziałek
Od spokojnej i rytmicznej pracy oderwały mnie syreny strażackie. Odkąd mieszkamy na Jeleniogórskiej, czyli od końca grudnia, to trzeci przejaw życia na osiedlu. Pierwszym była awantura o zlekceważenie kuchennego krzesełka, które zajmowało miejsce parkingowe dla zielonego transportera. Było głośno, padło słowo kurwa (raz, w wyrażeniu jak krzesełko nie pomoże, to już nie wiem co, kurwa, pomoże) oraz okazało się, że w bloku vis a vis mieszkają ludzie - każdy stawił się w przypisanym mu oknie. Drugi przejaw, to zdecydowana akcja palicyjskich z bronią, bieganie po schodkach i parkingach, z wielkofinałowym ujęciem przestępcy wtulonego płasko w polbruk. Padło słowo kurwa (raz, w wyrażeniu, leż, kurwo). Oprócz Vaska, drugiego przejawu doświadczyli tylko policjanci i ujęty.
Poza tym osiedle nie żyje. Składa się z chaotycznie ustawionych bloków, jezdni i miejsc parkingowych oraz zbiornika retencyjnego zwanego stawem, dookoła którego wybudowano spacerniak. Na spacerniaku uprawia się dżoging, wysikiwa pieski, wyprowadza dzieci i staruszków. Kto raz wejdzie na ścieżkę, krąży po niej w transie, dopóki się jakimś cudem nie ocknie. Na przykład za przyczyną głodu lub psiej kupy.
Rankiem z osiedla znikają samochody i pojawiają się późnym popołudniem. Samochody rządzą przestrzenią niepodzielnie. Stoją na schodach i zjazdach dla wózków. Ludziom wolno swobodnie poruszać się tylko po spacerniaku. Wojtek, czteroletni syn Kamili, usłyszał nazwę naszej ulicy i natychmiast przepuścił ją przez swoją filmową nomenklaturę. Od tej pory mieszkamy w Chłodnicy Górskiej. Poza spacerniakiem ludzi można zobaczyć, kiedy przyjeżdża autobus. Zatrzymuje się na pętelce u wrót Chłodnicy i jego zawartość milczącym pochodem drobi kroczkami, żeby jak najszybciej zatrzasnąć za sobą wszystkie pięć zamków w drzwiach mieszkań. No i w Biedrze. Tam też są ludzie. Od 9:00 do 21:00.
Oczywiście mamy sąsiadów. Znamy ich świetnie ze słyszenia, choć nie mamy pojęcia jak wyglądają. Wiemy, kiedy Kamilek obesrał się tak, że trzeba go było w całości do wanny wsadzić, kiedy Piotruś przypieprzył Kamilkowi za samochodzik, kiedy Justyna Kowalczyk wyślizgała złoto, kiedy Natalka nie kocha mamy, kto kogo zamyka w ciemnej łazience, kto ma kiborda, do kogo przyszli goście i jaką muzę preferują. Na klatce schodowej mieszają się wszystkie obiady z 12 mieszkań, co w sumie daje mocno przegotowany rosół. Najlepiej jest w piątek, zapachy rybne są wyraziste i brzmią harmonijnie.
Zdarza się, że ktoś pali na balkonie – bardzo ukradkowo, jakby się bał przyłapania.
No i teraz ci strażacy. Przez okno widzę kawałek stawu i kawałek spacerniaka. Spacerniakiem maszerują dzieci ze szkoły, w porządku olimpijskim, klasy pooddzielane paniami. Maszerują i maszerują, lekko licząc ze dwieście tych klas, w każdej rączce chwieje się Marzanna. W końcu stop pochodzie i na raz, wszystkie Marzanny padają tępo na lód na stawie. Powstał potężny, złowieszczy marzannowy stos. Zatroskałam się nieznacznie o możliwość zaczadzenia całej Chłodnicy Górskiej w przypadku masowej inflamacji karbowanej bibuły, szmat i waty, ale niepotrzebnie. Stos nie chciał się zajarać, stażakom odebrano możliwość popisu. Za to przez godzinę zgarniali kukły z zamarzniętego bajora.



wtorek, 5 listopada 2013

festyn

to tak: po kąpieli brodę trzeba przystrzyc,
potem gorzałkę w poliki wklepać dla higieny i męskiego zapachu (resztką z dłoni po włosach ze dwa razy),
potem czystą bieliznę ze skrzyni (tą samą co do kościoła, albo do lekarza),
na głowę beret ten co zawsze, ale wyszczotkowany,
buty wyglancowane,
i wreszcie pulower z miętkiej wełenki, zagraniczny (od córki w zaprzeszłe święta), pod marynarkę.
ale dziś już nie.



piątek, 22 lutego 2013

luty

śnieg padał piętnaście nocy i piętnaście dni
chmury wisiały tuż nad płucami
śnieg padał i padał i padał
kneblował budy i kominy,
wygłuszał słowa, kroki, pragnienia
nastała taka cisza, że sen przestał przychodzić
a oczy powysychały

szesnastej nocy, o trzeciej, zaczęły szczekać psy
no, zapowiadali zapowiadali
częściowe przejaśnienia

o trzeciej piętnaście szczekała i wyła cała wieś,
dobrze się zasypiało.
to było wczoraj.


czwartek, 3 stycznia 2013

tu się nie płacze nad rozlanym szampanem

siku miku w kajeciku
pogoda niemłoda
skisły jakieś listy
szuflada sprzedana
telewizory do komory
obcasy w impasy
balety na kotlety

buja w kołysce
uszy pełne łez.

prócz systemu nic nie zwisa
kubek w kubek miód melisa
słodkie życie
po przekwicie.

fot. '07

piątek, 13 lipca 2012

demode

jabłka z naszych jabłonek nie mają woskowanej skórki
są tylko trochę słodkie i ciemnieją od jedzenia na słońcu
w każdym mieszka robak

smakują jak stare, zużyte wakacje.


fot. z dziś.

piątek, 2 września 2011

dym-dom-dym

mysz i świeże pająki wróciły z wojaży

dom wypuścił stare kurze łapki

sąsiadka blada wino czerwone

balsam mazowiecki

idzie jesień


poniedziałek, 16 maja 2011

majowe

na co mi było te buciki akurat
zdeptali tylko
ładna pozłotka
chłodek miły
maryja ma ładne oczy
ale lakier zadarty na prawym przy sprzączce
kredą zrobię
albo emalią do paznokci lepiej

środa, 11 maja 2011

desperado

próbował wszystkiego:
spalin w garażu
spróchniałej drabiny
dziurawego dachu
głębokiego stawu
płytkiego stawu
ostrych przedmiotów
przewodów wysokiego napięcia
nawet
wódki z grzybami.
nie wpadł na to
że zjedzą go własne psy.

niedziela, 17 kwietnia 2011

niedziela, 27 marca 2011

obstalunek

pani,
gdzie tu mieszka
ta jadzia co umarła?
zamówiła spódnicę na procesję,
wzięła i umarła.


czwartek, 24 marca 2011

wieeeczó! wybrzeża

akurat miała balejaż u joasi robiony, kiedy jarosław el zrozumiał, że dziś gołębi nie pobuja.
pięćdziesiąt sześć głowek leżało między piórami w kałużkach już przyschniętych.
na roberta ka nie masz mocnych. jak go zazdrość źre to jak nic, weźnie i poużyna.
a w stojadłach za to nowa galeria handlowa. empik, bielizna fantazja, altrawel i odzież u bożenki.
i vascobuwie. bynajmniej.

środa, 9 marca 2011

wdowiec

będzie trzy tygodnie jak ją wynieśli
wciąż słona pierzyna i jedna poduszka
słone mleko w butlach po hopkoli
słone sznurowadła
biała niedzielna koszula wyprasowana na słono
słone sztuczne kwiaty.
co dzień świeże.

piątek, 28 stycznia 2011

rowery

jak umarł wujek władek, ten co po wojnie ziemię objął,
przed domem stanęło rowerów ze dwa tuziny, wleźć się nie dało.
dobę czuwali z różancem,
a pogrzeb byl piękny i wesoły.

niedziela, 19 grudnia 2010

když máš v chalupě orchestrión

są małe stare głupie domki
i są małe stare mądre domki
małe stare głupie domki są gołe i wściekłe, że mają zmarszczki
więc robią sobie okłady ze styropianu i wstawiają implanty z niedopuszczających okien
mądre są czułe, dobre i nie mendzą całe życie
małe stare mądre domki otula feniksowa zieloność, którą czas nawozi
no i jeszcze deszcz jest potrzebny. wiadomo. 

środa, 17 listopada 2010

z wieży

na rozstajach
trzonowy dziewicy zakopać
krwi łątce upuścić
włosy do skóry ogolić
chłop z wojny wróci


czwartek, 23 września 2010

piec

huty dojrzewają w lawie i wykluwają przez szczeliny ziemskiej skorupki
są spokrewnione z piekłami
ale daleko

sobota, 14 sierpnia 2010

sierpień

perseidy zasypały nocą podwórek i zgasły
świtem po nich tylko rosa i mgła po kostki

książkowa wyskubała gęsi na chudo

dawno nie było mi tak daleko do butów

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...


WSZYSTKIE TEKSTY, FILMY, FOTOGRAFIE I RYSUNKI UMIESZCZONE NA TYM BLOGU, SĄ WŁASNOŚCIĄ MOJĄ LUB AUTORÓW, KTÓRZY UDZIELILI ZGODY NA ICH PUBLIKACJĘ.
KOPIOWANIE I ROZPOWSZECHNIANIE BEZ ZGODY MOJEJ LUB AUTORÓW JEST ZABRONIONE.
© Katarzyna Wasilkowska