niedziela, 14 sierpnia 2016

ciotka lena

dziś, na cienkiej smużce dymu czyjegoś marlboro
doleciało mnie wspomnienie ciotki leny

mogłabym napisać o niej dużo
jak uciekła z krakowa do sopotu przed maturą
jak przesiadywała w złotym ulu
jak zakochała się bez pamięci w hrabi kuncewiczu
jak została jego żoną, a potem jego wdową
jak znokautowała dresa w tramwaju (a nie miała już wtedy od dawna 79 lat)
jak nikt nigdy nie mógł zobaczyć jej bez czerwonej pomadki.
o tym nie napiszę
ani o jej zardzewiałym, głębokim śmiechu
ani o jej prosto z mostu
ani o jej automatycznym pojemniku, skrywającym snopek fajek
bo przypomniało mi się zupełnie

co innego

jak w swoim zmęczonym oliwskim pokoju
upina w białych włosach wspomnienia
i mdleją jej ręce
bo włosy są zbyt rzadkie
i wspomnienia nie chcą się w nich trzymać
wysuwają się uparcie
wtedy ktoś puka
i lena przeklinając
zgniata papierowe dłonie w pięści
idzie otworzyć drzwi
po drodze wkładając
perukę

kiedy otwiera
wygląda
jak ktoś
zupełnie inny.

wtorek, 19 kwietnia 2016

daleko, coraz dalej

mam za krótkie ręce do czytania




wtorek, 26 stycznia 2016

jodełka

tata miał wełniany płaszcz w jodełkę
i przyjemnie sraczkowaty beret na bakier
spod beretu wystawały czarne baki i plereza
jak u deyny
oglądał się za mną na św. ducha
i wołał
no biegnij kasia
biegnij
dogonisz mnie
nie dogonię, śmiałam się
wiedziałam, że nie dogonię,
i było mi smutno
i byłam wściekła
i byłam szczęśliwa
i miałam cztery lata
a on miał wielkie stopy
w angielskich zamszowych brązowych butach
miał w poważaniu wygląd
ale
nie nosił cichobiegów, raportówki ani brody
jak ci wszyscy co przychodzili pić kawę
jarać szlugi
i politykować
szybko mnie nauczyli tego słowa
siedziałam za kratkami ze sznurka
i usypiałam przy politykowaniu
ale tylko w niektóre soboty
raz przynieśli grechutę
26 lipca mamie na anny
oglądałam wtedy janosika
i odtąd myślałam,
że na okładce magii obłoków jest perepeczko z gołą klatą pośród gwiazd.

tata zwalniał
truchtał przede mną
miałam go na wyciągnięcie ręki
no dalej kasia
udawałam, że zwalniam i przyspieszałam
ile sił.
on wtedy też.
nie dogoniłam go nigdy.


niedziela, 3 stycznia 2016

wstyd

zmieniły się zasady gry we wstyd.
nie wolno już wstydzić się za siebie, wstydzimy się za innych.
im więcej żenujących osób na koncie tym bliżej wygranej.
wyjątki z punktacji:
1pkt - wstyd za własne dziecko
2pkt - wstyd za brata, siostrę, matkę, ojca
3pkt - za dziadków i dalszych krewnych
10pkt - za sąsiadów
50 pkt - za polityka lub dziennikarza
stówka za rząd
bank! - za ten kraj

piątek, 30 października 2015

zosia, 105

do lasu to ja nie lubiała chodzić, co to to nie. jak mnie jaki chłopak na przechadzkę do lasu ciągnął, pójdź zosia, powiadał, ładnie w lesie, tak ja już nigdzie z nim nie poszła. nigdy. jak już musiałam przejść, to byle szybko, pod nogi ino patrzyłam, głowa na dół, zęby zacisknięte. najlepiej bym uszy zatkała, co by nie słyszeć tego szumu, a to tak szumi, szuuuu szuuuu, jakby ci się nad głową nachylali, aż mnie duszność brała.
a nad morze to mnie wołem nie zaciągną. jezioro, rzeka, to ja lubię. nad kanał się przejść, na statki popatrzeć, ale morze... brrrr, aż mnie zaraz plecy cierpną. ja raz była. w jastarni, w sanatorium. wyszła na balkon, a tam las szumi okropnie, i morze szumi strasznie, i te mewy jeszcze skrzeczą, to dopiero leczenie chorego człowieka, chyba, że na śmierć. ani nocy tam nie byłam, zaraz nazad pociągiem do gdańska wróciłam. a dziadek się śmiał, oj, ty kobietko chyba beze mnie nie mogłaś strzymać. a ja się tego szumu brzydziłam.



niedziela, 3 maja 2015

jak być wołem i pamiętać

przywilejem młodości jest wymądrzanie
przywilejem mądrości jest pobłażliwość

wtorek, 10 lutego 2015

listy

listy pisałam od początku pisania
trzymałam w szufladce zapas znaczków i papeterii.
z okien widziałam tę skrzynkę na rogu.
zbiegałam na dół, wrzucałam list
i pędziłam z powrotem na górę,
żeby przykleić się do szyby
i czekać na samochód pocztowy.
godziny odbioru były napisane na skrzynce
znałam je na pamięć, jak rozkład jazdy
w dni powszednie między 9:00-10:00
między 12:00-13:00
między 17:00-18:00
a w soboty między 10:00-12:00.
przyjeżdżała żółta karetka z czerwo-białym napisem łączność,
kierowca zostawiał auto na chodzie,
wytrząsał zawartość skrzynki do brezentowego worka
i zaczynałam podróż z moim listem
za każdym razem
z torby do torby pod stempel do torby na półkę do torby do skrzynki
doszedł
otwierałam mój list
razem z asią z kościerzyny
razem z dziadkiem kolasą z łodzi
razem z ciocią kasią z poznania
z wiekiem adresatów przybywało lawinowo
obliczałam ile trzeba czasu na przeczytanie ze zrozumieniem
na jeszcze jedno przeczytanie
na odpisanie
na wysłanie
na dojście
i po dwóch tygodniach
dzień w dzień
przez czarne dziurki blaszanych drzwiczek w dole ciemnej klatki schodowej
wypatrywałam odpowiedzi
zużyłam na to bardzo dużo niecierpliwości
*
wyślij
opublikuj
klik

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...


WSZYSTKIE TEKSTY, FILMY, FOTOGRAFIE I RYSUNKI UMIESZCZONE NA TYM BLOGU, SĄ WŁASNOŚCIĄ MOJĄ LUB AUTORÓW, KTÓRZY UDZIELILI ZGODY NA ICH PUBLIKACJĘ.
KOPIOWANIE I ROZPOWSZECHNIANIE BEZ ZGODY MOJEJ LUB AUTORÓW JEST ZABRONIONE.
© Katarzyna Wasilkowska