niedziela, 9 sierpnia 2009

śniadanie

sięgam pod poduszkę po czarną landrynkę

trochę cierpliwości na rozpuszczenie lukrecjowego pancerza
pęka cienkie szkiełko, lekko rani język
usta wypełnia morska woda z pieprzem
wali w nozdrza od strony przysadki
fala opada
zostaje płatek różowego marynowanego imbiru

wyczuwam wszystkie smaki dnia

te cukierki jakoś się nazywają

czasem jem bułkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...


WSZYSTKIE TEKSTY, FILMY, FOTOGRAFIE I RYSUNKI UMIESZCZONE NA TYM BLOGU, SĄ WŁASNOŚCIĄ MOJĄ LUB AUTORÓW, KTÓRZY UDZIELILI ZGODY NA ICH PUBLIKACJĘ.
KOPIOWANIE I ROZPOWSZECHNIANIE BEZ ZGODY MOJEJ LUB AUTORÓW JEST ZABRONIONE.



web stats stat24